Jeśli nie anime to co? Współczesne animacje warte zobaczenia cz. 1

animacje-cz1

Pewnie już o tym wspominałem na blogu, ale anime to duża część mojego życia. Gdyby nie anime nie pojechałbym nigdy na żaden konwent i nigdy nie spotkałbym ludzi, którzy obecnie stanowią większość moich znajomych. Według strony myanimelist.net obejrzałem 297 tytułów i przeznaczyłem na nie łącznie 78 dni. To wbrew pozorom nie jest tak dużo, ale wystarczyło, bym zaczął szukać odskoczni. Szukając czegoś innego odkryłem świat zachodnich, współczesnych animacji. A tak naprawdę to światek, ale znalazło się tam parę perełek wartych polecenia.

Gravity Falls/ Wodogrzmoty Małe*

*będę podawał również polskie nazwy, ale polecam oglądać w oryginale.
Gravity Falls / Disney
Gravity Falls / Disney

Ten tytuł muszę polecić już na samym początku! W końcu to od niego się zaczęło!
W skrócie historia opowiada o dwójce rodzeństwa, Mabel i Dipperze, którzy jadą na wakacje do wujka do Gravity Falls. Szybko okazuję się, że to miejsce co najmniej osobliwe a każdy skrywa tu jakiś sekret.

Na początku zaciekawiły mnie różne filmiki z teoriami (spiskowymi) na temat fabuły czy postaci. Kim tak naprawdę jest Bill? Kto jest Autorem? I tak dalej. Na tyle mnie to zaciekawiło, że zacząłem oglądać serię. Poza świetnymi postaciami ważną rolę odgrywa tu właśnie fabuła i wszelkie tajemnice skrywane w tytułowym miasteczku. Wbrew pozorom jest tu sporo plot twistów, ukrytych znaczeń i subtelnych aluzji… jak na program dla teoretycznie dzieci. Na przykład opening należy odsłuchać od tyłu, aby rozszyfrować wskazówki pokazywane w endingu. Jak dla mnie genialne! Zobaczcie sami:

Steven Universe

Kolejna animacja, która jest niby dla dzieci, a porusza zdecydowanie „dorosłe tematy”. I za to ją kocham! Serial został stworzony przez Rebeccę Sugar, która wcześniej pracowała nad Adventure Time (Pora na przygodę). I jest to pierwszy serial stworzony przez kobietę na potrzeby Cartoon Network. I to widać! Postacie mają własne uczucia i motywy, nie są tylko narysowanymi wydmuszkami. Uczuciowością przebijają niektóre fabularne seriale z aktorami. Jest to też jeden z niewielu seriali, gdzie dziecko rzeczywiście zachowuje się jak dziecko.

Steven Universe / Cartoon Network
Steven Universe / Cartoon Network

Steven to młody chłopiec, nad którym opiekę sprawują trzy przedstawicielki obcej rasy – Garnet, Pearl i Amethyst. Są to nie starzejące się humanoidalne istoty, których rdzeniem jest kryształ osadzony w ich ciele. To on stanowi o ich istnieniu i mocach. Chociaż są bezpłciowe, to określają się żeńskimi zaimkami. Razem ze Stevenem tworzą Crystal Gems — grupę wojowników, którzy bronią Ziemię przed niebezpieczeństwem a przede wszystkimi przed innymi obcymi. Sam chłopiec jest hybrydą, synem nieżyjącej już przywódczyni rebelii i ziemskiego mężczyzny.

Pierwszy sezon to większe bądź mniejsze perypetie Stevena i jego przyjaciół. Powoli poznajemy też historię jego matki, plany Homeworldu (ojczystej planety Crystal Gemsów) itp. Wątki się mnożą wraz z kolejnymi sezonami, a fabuła dotyka także takie tematy jak zakazana miłość, okrucieństwa wojny czy społeczeństwa kastowe. Oczywiście to, co zobaczy i zrozumie dziecko a dorosły to dwie różne rzeczy. Więc spokojnie możecie oglądać to z dziećmi. Gwarantuje, że nie będziecie się nudzić.

Oczywiście polecam oglądać w oryginalnej wersji, polska nie dość, że jest ocenzurowana, to jeszcze nie brzmi zbyt dobrze. Zwłaszcza piosenki, które są genialnie napisane a z którymi zawsze jest problem z tłumaczeniem.

We bare bears / Między nami, misiami

Można odnieść wrażenie, że poprzednie tytuły są bardzo poważne. Nie są. Ale gdyby ktoś chciał coś typowo komediowego to najlepiej sprawdzi się We Bear Bears. Serial opowiada o perypetiach trojga rodzeństwa. Nietypowego rodzeństwa, bo wszyscy są misiami.

We bare bears / Cartoon Network
We bare bears / Cartoon Network
  • Najstarszy niedźwiedź i jednocześnie lider braci, Grizzli, jest bardzo żywioły i towarzyski. To on zwykle jest prowodyrem ich przygód.
  • Środkowy miś to Panda, pieszczotliwie nazywany Pan-Pan. Najbardziej empatyczny i wrażliwy. Jest też najbardziej oswojony z technologią i social mediami.
  • Najmłodszy jest Niedźwiedziem Polarnym. W oryginale nazywa się Ice Bear, ale tym razem polska wersja wygrała wszystko. U nas nazywa się Lodomir :). Najbardziej skryty z rodzeństwa, rzadko mówi, a jak już się odzywa, to robi to w trzeciej osobie. Jest wielostronnie uzdolniony np. w sztukach walki czy w majsterkowaniu.

Krótkie, 10-minutowe odcinki odpowiadają na pytanie, jak trzy sympatyczne misie odnajdują się w świecie ludzi. Na koniec stresującego dnia pasuje idealnie.

We bare bears

Dla mnie współczesne animacje to nie tylko bajki. Często mają wyraźnie zarysowaną fabułę i złożoność postaci. Czyli coś, co zwyczajnie brakowało mi w większości starszych „kreskówek” z lat 90′. Do polecenia mam ich trochę więcej i na pewno to zrobię, ale w kolejnej części wpisu ;).

Współczesne animacje warte zobaczenia cz. 2

Spodobał Ci się wpis? Podaj go dalej: