Woodstock 2017 – krótka relacja

Woodstock2017

Tegoroczny Przystanek Woodstock był moim czwartym z rzędu i dość nietypowym. Nietypowym, bo pomimo znajomych, spędziłem go w większości sam. Trochę pochodziłem, trochę kupiłem, rozdałem free hugsy, poznałem nowych ludzi i bawiłem się w youtubera. Efekty możecie podziwiać poniżej. Szczerze mówiąc jestem szalenie dumny z tego, jak wyszło, pomimo kiepskiego materiału. Zdecydowanie muszę poprawić swoje umiejętności operatorskie 😉 Z założenia wideo to tylko dodatek do wpisu, taka migawka. Na dłuższe formaty przyjdzie jeszcze czas.

Tomek i przyjaciele

Na peron wjechał pociąg, nazywa się „Siema”. Jest dosyć leciwy i nieco kulawy, ale wierzymy, że da radę! Chwilę wcześniej musieliśmy się jeszcze przywitać z policją i ich psem. W tym roku jest ich o wiele więcej, wyrywkowo sprawdzają grupki ludzi, ich kieszenie i portfele. Pies obwąchuje torby. Ale już jest po, już mamy miejsca, i to siedzące! Jedziemy! Mnie osobiście się nieco nudziło, tym razem nawet nie zwiedziłem pociągu. Ciapong dał radę i po około 5 godzinach jesteśmy w Kostrzynie. A tam… kolejna kontrola. Też wyrywkowa, ale my to chyba mieliśmy pecha do nich.

Przyjazd

Namiot mam w obozie ludzi, których nie znam. Są to znajomi mojego znajomego, a tak naprawdę to tylko jedna dziewczyna stamtąd jest mu znana. Ale za to wszędzie mam blisko a pomimo swojej aspołeczności lubię przebywać wśród nieznajomych. Wtedy najłatwiej mi kogoś w poznać. W grupie się raczej nie odezwę, a w pojedynkę mogę się otworzyć.

 

poranny widok z namiotu #Woodstock2017

Post udostępniony przez @ryzowyalpak

Czas wolny

Są rzeczy, które robię na każdym Woodstocku. Zawsze po rozstawieniu namiotu od razu idę kupić oficjalną koszulkę. To taki mój sposób na fajną i pożyteczną pamiątkę. Festiwal albo konwent? Daj mnie pan koszulkę! Ważnym miejscem dla mnie jest wzgórze ASP. Podpisuje tam petycję, które są mi bliskie światopoglądowo. Obowiązkowo również rozdaje Free Hugsy…. i przyznam, że w tym roku głównie tak się snułem po festiwalu.

Ludzie

Na Woodstock nie jeżdżę dla koncertów, robię to dla ludzi. Tyle pozytywnej energii nie ma nigdzie! I w tym roku było podobnie. Z tym że dodatkowo umówiłem się z ludźmi z Internetu… i byli świetni. Nawet jak siedzisz sobie sam na krawężniku to prędzej czy później kogoś poznasz 😉

Przełamywanie siebie

W tym roku postanowiłem wyjść z mojej strefy komfortu i próbowałem robić różne rzeczy, na które wcześniej nie pozwoliłaby mi moja nieśmiałość. Chodzenie bez koszulki? Ze 2 lata temu byłoby to dla mnie nie do pomyślenia! Dla niektórych to pewnie błahostka, ale dla mnie to krok w przód. Podobnie było w kwestii ubioru. W przyszłym roku na pewno chcę popracować nad kręceniem ujęć ludzi, teraz nie miałem odwagi, by podtykać kamerę gdzie popadnie.

Woodstock 2017 - łupy
Moje łupy i pierwsze w życiu szarawary 🙂

Koncerty i koniec

Jak już wspominałem, koncerty nie są dla mnie najważniejsze. Zwłaszcza że teraz były barierki i przed wejściem pod scenę trzeba było dać plecak do przeszukania, co skutecznie mnie odstraszało. Na szczęście na Zielonych Żabkach pogo było też na zewnątrz barierek 😉

Napisałem ostatnio, co warto wziąć na Woodstock. I tylko potwierdziłem to na własnym przykładzie, że warto brać latarkę i koc termiczny… bo ja znów nie wziąłem i znów zamarzałem. A telefon mimo sporej baterii musiałem codziennie ładować między innymi przez to, że używałem go jak latarki.

I to by było na tyle. Jeśli mam porównać z poprzednimi edycjami to teraz było trochę drożej i było więcej środków ochronnych. Ja sam miałem dosyć melancholijny nastrój, chociaż poznałem super ludzi. Trochę w tym mojej winy ale musiałem przepracować tę emocję. W skrócie było fajnie, ale bywało lepiej. Do następnego! Zaraz będzie ciemno!

Spodobał Ci się wpis? Podaj go dalej: