Pol’And’Rock Festival 2019, czyli Woodstock po raz 25! – relacja + migawka

Krajobraz Woodstocku

Początek sierpnia, sam środek wakacji, Kostrzyn nad Odrą i najpiękniejszy festiwal świata. Pol’And’Rock Festival 2019. Mam wrażenie, że żyje nim cała Polska, chociaż pewnie się mylę. Być może jest to efekt fałszywej powszechności (albo innej bańki informacyjnej), ale co chwila bombardują mnie wtedy wiadomości o tym, kto jedzie a kto nie, kto szuka namiotu, kto i kiedy zagra, jak dojechać, co spakować… I chociaż bywały lata, w których nie wiedziałem, czy uda mi się pojechać, to tak się składa, że w tym roku zaliczyłem szósty raz z rzędu. Nieprzerwanie od 2014 r. I już drugi raz nie na Woodstocku, a na Pol’And’Rock Festivalu.Zdjecię tłumu na woodstocku "pod butami"

O każdej edycji mógłbym napisać, że była dla mnie w jakiś sposób wyjątkowa. Tegoroczna była jednak w szczególności, ponieważ przyjechałem na nią z najbliższą mi osobą… i dzięki temu festiwal zyskał kolejnego wiernego uczestnika 🙂

Również i w tym roku kręciłem wideo migawkę. Skupia się głównie na ludziach i wszystkim tym, co można robić poza chodzeniem na koncerty.

Pol’And’Rock Festival po raz 26-ty

Zacznę od marudzenia, ponieważ tegoroczny festiwal przywitał nas błotem i deszczem, a więc niezbyt zachęcająco. Gdyby tego było mało, próbując wjechać autem od strony Pola Malinowskiego, trzeba było pokonać przerażający, błotny tor przeszkód. Nie jest wesoło, gdy koła grzęzną, autem zarzuca, a z dwóch stron ciągnie się sznur aut. Czy muszę wspominać, że było wtedy ciemno? Pozostaje nadzieja, że z czasem to zmienią.

Najgorsze już za nami. Dalej było już spokojnie, a im dalej, tym lepiej! Po rozbiciu namiotu mogliśmy niespiesznie cieszyć się zabawą. Chciałbym napisać, że beztrosko, ale obawiałem się powrotu tą samą trasą, o czym za chwilę. Ponieważ przyjechaliśmy późną porą, nie pozostało nam nic innego jak udać się pod scenę VIVY. Cieszę się, że po raz kolejny mogłem usłyszeć ukochaną Kulturę Zielonych Żabek. I oczywiście nie mogłem zapomnieć o free hugsach, które w pośpiechu napisałem z błędem!

Chłopak w kiguru pandy z tabliczką "free hugs & kissing"

Czym jest model hybrydowy i czy ma sens?

Wspominałem, że obawiałem się drogi powrotnej nie bez przyczyny. Dokładnie rok temu zarezerwowaliśmy hotelowy pokój w Kostrzynie, aby mieć gdzie spokojnie się umyć, wyspać i porządnie zjeść. Namiot miał służyć do składowania rzeczy i ewentualnego schronienia się. Pomysł na pierwszy rzut oka wydaje się sympatyczny, ale w praktyce wyszło zupełnie inaczej.

Głównie dlatego, że miasto wypięło się na wszystkich, którzy mieli rezerwację. Sądziłem, że rezerwując coś, NA ROK PRZED możemy być spokojni. Kostrzyn nad Odrą postanowił jednak wszelkie dostępne miejsca noclegowe opróżnić… i poinformować o tym na parę dni przed festiwalem! W takiej sytuacji hotel powinien zapewnić miejsce zastępcze, ale nie wywiązał się z tego za dobrze. Końcem końców wylądowaliśmy w Dębnie… 16 km od Kostrzyna. I trzeba było tak jeździć.

Nie twierdzę, że było źle, ale mimo wszystko wiele straciliśmy. Przede wszystkim dojazdy zajmowały masę czasu, a także stresu. Nie jest łatwo znaleźć miejsce parkingowe blisko festiwalu. Z każdym dniem parkowaliśmy coraz dalej i zanim doszliśmy do namiotu, byliśmy już nieźle zmęczeni. Inną kwestią jest alkohol. Chcąc wrócić autem, osoba prowadząca musiała nie pić na ileś godzin przed planowaną jazdą.

Czy ma to sens? I tak, i nie, w zależności od potrzeb i oczekiwań. Z jednej strony komfort, a z drugiej to jednak traci się trochę uroków festiwalu. Dla mnie to było ciekawe doświadczenie, ale niekoniecznie będę chciał to powtórzyć.

Wzgórze ASP

Będąc z osobą, która teoretycznie po raz pierwszy raz na Woodstocku (w praktyce już nie) chcieliśmy zobaczyć możliwie jak najwięcej, zwłaszcza na wzgórzu ASP. Osobiście uwielbiam energię, jaką emanuje to miejsce. Miejsce, gdzie zbierają się ludzie chcący coś zmienić, chcący zrobić coś dla innych, podzielić się swoją pasją, nauczyć czego a przy tym wszystkim świetnie się bawić.

Swoje namioty bądź stoiska ma tam duża część rozpoznawalnych inicjatyw jak np. Otwarte Klatki, Fundacja Panoptykon, Extinction Rebellion, Tolerado, Fundacja VIVA czy Ponton. Są też namioty postawiona dla czystego funu np. Pyrkonowy.

Nie wiem, czy wszystkie, ale większość zaliczyliśmy. I tym razem nie ograniczałem się jedynie do podpisywania petycji i wypełniania quizów (dla naklejek i przypinek). Między innymi:

  • robiliśmy własnoręcznie nadruki na torbach płóciennych przy stoisku sieci obywatelskiej,
  • mogliśmy pomacać chusteczkę lateksową, a także dostaliśmy różne prezerwatywy, w tym świecąca w ciemności (zapewne do zabawy w miecze świetlne),- zrobiliśmy test na HCV,
  • zrobiliśmy kartki DIY,
  • przez chwilę byliśmy na warsztatach improwizacji,
  • odwiedziliśmy wioskę kuglarską,
  • dowiedzieliśmy się, jaki mamy typ osobowości (ja jestem w większej części dobermanem),
  • a także dużo rozmawialiśmy np. o „humanitarnym” uśmiercaniu zwierząt.

Koncerty, Free Hugsy i czego nie widziałem

Wieczorami był czas na koncerty, picie oraz free hugsy i kissy! Dlatego też nie nagrałem prawie żadnych nocnych ujęć, ale szczerze mówiąc mój sprzęt i tak się do nich nie nadaje. Jak tylko zaczynało się robić ciemno, chowałem aparat (telefon), zakładaliśmy kiguru i ruszaliśmy w tłum. Tym razem już z pozbawioną błędów tabliczką. Być może był to wpływ naszej trójki w piżamkach, być może alkoholu, ale chyba jeszcze nigdy nie spotkałem tak wielu pozytywnych reakcji! Co chwilą ktoś nas przytulał, dolewał coś do kubka (od wszelakich napojów i piw po whisky czy wódkę ), a i zdarzały się buziaki. Trzeba przyznać, że odważniejsi w tym byli panowie ;).

Nie raz powtarzałem, że na festiwal przede wszystkim przyciąga mnie właśnie tą pozytywną energią, atmosferą wolności i ludźmi. Ludźmi cieszącymi się prostą radością, tańczącymi i otwartymi. Koncerty, choć bardzo miłym, są dla mnie tylko uzupełnieniem.

Tym razem wyjątkowo napaliłem się na parę zespołów, chociaż wyszło, jak wyszło. Udało mi się być na Zielonych Żabkach czy Leniwcu, ale np. Skunk Anansie słyszałem tylko przez chwilę i to z daleka (co ja wtedy robiłem na wzgórzu ASP — nie mam pojęcia) a na Skampraras nie zdążyłem wcale. Tak samo nie byłem na rozpoczęciu, które podobno było przepiękne z 10 tys. słoneczników — symboli pierwszych Woodstocków. W tym roku nie było też skoków na bungie, bo firma, które je organizowała, zaliczyła ostatnio wpadkę. Tylko przelotnie zahaczyłem o występ kabaretu Hrabi — jedynego, za którym przepadam. Ominął mnie pokaz lotniczy czy parada motocyklowa. Nie widziałem Krzysztofa Zalewskiego po raz pierwszy będącego na fali, a jednocześnie wciąż śpiewającego! Nie zjechałem nawet na wodnej i spienionej zjeżdżalni w strefie Playu, bo gdy się przebraliśmy w stroje kąpielowe, to już była zamknięta. I jakoś tego wszystkiego nie żałuje… no może trochę 😉

Rzecz w tym, że tutaj zawsze coś się dzieje! Przeglądając cudze zdjęcia czy filmy łatwo dojść do wniosku, że wiele nas ominęło. Niekoniecznie tak jest. Wystarczy się otworzyć na doświadczenia, a niezależnie gdzie pójdziemy, zawsze będzie czekać coś ciekawego. Nigdy nie wiesz, kiedy trafisz na vixę w Lidlu, kiedy poznasz osobę, z która spędzisz resztę festiwalu (a także każdy kolejny), kiedy zupełnie przypadkiem odkryjesz miejsce, o którym nawet nie widziałeś, że istnieje.

Dlaczego chcesz jechać na Pol’And’Rock Festival

By nie musieć wierzyć w medialną propagandę i na własne oczy zobaczyć „o co chodzi”. By poczuć wolność i nieskrępowana radość setek tysięcy ludzi. Ponieważ możesz tu być sobą. Nikt nie będzie tutaj tłumił twojej ekspresji, a inność nie będzie represjonowana. Tutaj na każdym kroku coś się dzieje i każdy znajdzie coś dla siebie. Możesz wziąć udział w wielu warsztatach, poznać interesujących ludzi oraz zrobić coś dobrego dla świata. Zupełnie za darmo masz możliwość posłuchania na żywo największe polskie i zagraniczne gwiazdy muzyki punk-rockowej.

Festiwal z roku na rok się zmienia i stara się być coraz lepszym. Lepiej radzić sobie ze śmieciami, zwiększać komfort i bezpieczeństwo uczestników, dostosowywać się do ich coraz większej liczby. Każda kolejna edycja przynosi zmiany. W tym roku było więcej pryszniców i toi toiów, a ponadto były zdecydowanie częściej czyszczone. Podobno dopiero w niedzielne popołudnie były z tym gorzej, no ale oficjalnie to już po zakończeniu. Jest coraz więcej wegańskich opcji, a przynajmniej część gastronomii korzystała z ekologicznych alternatyw wobec plastikowych jednorazówek. Na przykład meksykański ryż z fasolą dostaliśmy w misce z otrębów oraz z drewnianym widelcem.

Po lewej: wegański hamburger, po prawej: buritto z kaktusem
Co wegany jedzą na Woodstocku oprócz Hare Kryszny. Po lewej: hamburger z kotletem z buraka, po prawej: burito z kaktusem. Było dobre, ale kaktus szału nie zrobił.

Od kiedy po raz pierwszy zacząłem przyjeżdżać do Kostrzyna, widzę, jak bardzo się zmienia ten festiwal. We wspomnieniach różne edycje mieszają się ze sobą, ale wciąż widzę tę samą energię. Widzę też jak zmieniają się sami woodstockowicze. Poza rasowymi panczurami przyjeżdża również coraz więcej osób spoza subkultur. Niektórzy mogą na to narzekać, ale to chyba dobrze, że ideały takie jak pokój, miłość i muzyką trafiają do coraz większej liczby osób.

Zaraz będzie ciemno!

Chciałbym też trochę pomarudzić, ale szczerze mówiąc nie bardzo mam na co. Większość niedogodności wynika przede wszystkim z infrastrukturą, która nie jest przygotowana na taką ilość osób np. problem z miejscami parkingowymi czy wszechobecne kolejki. Ale nikt nas nie zmusza, aby tu przyjechać. Ba, nawet nic za to nie płacimy. Woodstock jest darmowy, więc nie ma co narzekać. Chociaż byłoby miło, gdyby parę rzeczy się zmieniło, to przyjmuję go po prostu takiego, jaki jest.

W innej relacji przeczytałem, że dziewczyna nie czuła się bezpieczna na festiwalu między innymi przez pijanych ludzi. Nie jestem dziewczyną, więc mogę mówić tylko za siebie. Osobiście nigdy nie czułem się jakoś specjalnie zagrożony, chociaż wiem, że nie wszyscy ludzie są tutaj tacy otwarci i mili, jakimi chciałbym ich widzieć. Ale dzbany zdarzają się wszędzie. Żadna grupa czy społeczność nie jest monolitem. Nigdy jednak nie byłem świadki bójki czy fizycznej agresji.

Dwójka dziewczyn siedziących na krawężniku.

Pewnie nie ująłem wszystkim aspektów tegorocznego Pol’And’Rocku, ale nie sądzę, by było to możliwe. Jakby komuś było mało, to zapraszam poniżej do relacji z poprzednich edycji. Do następnego!

Zaraz będzie ciemno! – relacja z Pol’and’Rock Festival + migawka

Woodstock 2017 – krótka relacja

Spodobał Ci się wpis? Będzie mi miło jak podasz go dalej: