Jak nieświadomie pracowałem nad własną nieśmiałością

Nieśmiałość

Nieśmiałość to problem, z którym borykałem się praktycznie od dzieciństwa. Otwieranie się na ludzi, zagadywanie czy zwykła interakcja kosztują wtedy wiele wysiłku. Mój introwertyzm w tym nie pomagał. Tylko żeby była jasność — introwertyzm sam w sobie nie jest wadą ani problemem. Trudności pojawiają się dopiero w połączeniu z chorobliwą nieśmiałością, która sprawia, że praktycznie do nikogo się nie odzywasz. Takim sposobem zazwyczaj zostawałem odludkiem. A ponieważ, równocześnie nie byłem „społecznikiem”, więc jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało. Nie przeszkadzał mi brak ludzi i nie przeszkadzała mi cisza. Do pewnego momentu.

Bo czasem jednak masz ochotę gdzieś wyjść, a tu się okazuje, że ta jedyna osoba, którą znasz, nie bardzo ma ochotę. Albo widzisz kogoś, kto nadaje na tych samych falach co ty… no ale co tu zrobić jak poza patrzeniem się na tę osobę nic Ci nie przychodzi do głowy? Zazwyczaj nie mam problemu w chodzeniu gdzieś samemu np. do kina, ale czasem po prostu ma się ochotę zrobić coś z kimś. No i samemu trudno się gra w gry planszowe 😉

Chciałbym powiedzieć, że takie czasy mam dawno za sobą, ale było by to nadużycie. Mam je w dużej części za sobą. Wciąż całkiem spora doza nieśmiałości we mnie siedzi, ale widzę ogromny postęp. 🙂 Nie zacząłem od wykonywania ćwiczeń z psychologicznych magazynów czy stosowania się do kołczingowych trików. To jeszcze nie były te czasy, zresztą wtedy nie uważałem tego za przeszkodę. Wbrew pozorom, w przełamywaniu się pomogły mi pewne nieoczywiste okoliczności i czynności. Nie robiłem ich, aby coś „zyskać”, raczej nieświadomie powoli budowały moją śmiałość i pewność siebie w kontaktach z innymi.

Ten wpis nie jest poradnikiem na temat nieśmiałości. To moje osobiste przemyślenia, kiedy sięgam myślami wstecz, zastanawiając się, co mnie zmieniło.

Tak więc po kolei…

Konwenty

Początki nie były łatwe. Jest to ogromne zbiorowisko ludzi a z tego, co czytałem wcześniej na temat konwentów, to jeśli jesteś osobą otwartą, to szybko nawiążesz kontakty. I tu jest problem. Ja nie byłem i przez pierwszych parę konwentów (chyba z pięć!) nikogo nie poznałem. A jak już miałem zapoznać tę pierwszą osobę (pozdrawiam Tośkę) to pierwsze co mi przyszło do głowy to: „czego ona ode mnie chce? Proszę, nie odezwij się, nie odezwij się, idź stąd… kurde, odezwała się!”. Nie wiem, czy mam się śmiać czy chować głowę w piasek ze wstydu.

Na szczęście im dalej w las tym było prościej, a ja powoli przestawałem być tak bardzo antyspołeczny. I śmiało mogę powiedzieć, że konwent to świetne miejsce do przełamywania swojej strefy komfortu. Ludzie są tam na ogół sympatyczni i mili. Poza tym jest sporo miejsc do interakcji z innymi, przez co wchodzi to w krew!

Opis zdjęcia: Spora grupa konwentowiczów tańczy belgijkę. Stoją w parach i tworzą okrąg.

Oczywiście może się okazać, że konwent to nie twoja bajka. Nic nie szkodzi. Chodzi po prostu o zbiorowisko ludzi, którzy dzielą twoje zainteresowania.

Free Hugsy

Z darmowym tuleniem po raz pierwszy spotkałem się na konwencie. Idea przytulania obcych ludzi, a przez to rozpowszechnianie pozytywnych emocji od razu przypadła mi do gustu i wiedziałem, że ja też tak chce! Nie jako odbiorca, ale ten, co chodzi z taką tabliczką. Jest to o tyle fajne, że tak naprawdę nie trzeba wiele mówić. Najczęściej w ogóle nic nie trzeba mówić, sam uśmiech wystarczy. Nie tylko pomogło mi to się otworzyć, ale też poznałem dzięki temu wielu ludzi, z niektórymi utrzymuje kontakt do dziś!

Szkoda, że widuje je tylko na konwentach i Woodstocku. Podobno jest też w większych miastach, ale ja nie widziałem. Być może warto zorganizować coś takiego we własnym mieście?

Dlaczego warto się przytulać – korzyści dotyku i kontaktu fizycznego

Koncerty… i pogo

Kolejna rzecz, którą pokochałem dzięki konwentom. Tam po raz pierwszy na koncercie widziałem pogo, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak się nazywa i co to właściwie jest. Agent Służby Bezpieczeństwa widząc kotłujący się jarociński tłum, w którym uczestnicy tańczą, odbijają się od siebie, przepychają i nacierają, opisał to jako „rytualny taniec pogo, utwardzający ducha i mięśnie”. [1]

W czym mi to pomogło i dlaczego? Ponieważ łatwiej się wtedy przełamać. Głośna muzyka, silne emocje, taniec… nie trzeba znać otaczających cię ludzi, aby czuć z nimi więź. Pogo może się skończyć siniakami czy stłuczeniami, ale nie martw się. Gdy upadniesz lub gorzej się poczujesz, to od razu w twoją stronę wystrzeli las rąk gotowych do pomocy.

Woodstock (teraz już Pol’and’Rock Festival)

O Woodstocku już wiele razy pisałem, więc nie będę się powtarzał. Zresztą mechanizm jest tutaj podobny do konwentów. Masa pozytywnych ludzi, dzielących podobne zainteresowania. Dodatkowo rozluźnionych alkoholem, przez co bardzo łatwo tutaj nawiązać znajomość 😉

Woodstock2017
Woodstock 2017

Gry online

Będąc przez większość życia single playerem nawet nie wyobrażałem sobie, że za parę lat będę niemal codziennie grał z innymi ludźmi. Nie liczę tutaj wieku dziecięcego, w którym nie miałem problemu z graniem z innymi… kiedy się to zmieniło, nie mam pojęcia.

W zależności od tytułu musisz mniej lub bardziej wchodzić w interakcję z innymi, a jak wiadomo praktyka czyni mistrza 😉 Możliwości jest wiele, począwszy od zwykłego chatu poprzez emotki dostępne w grze a kończąc na mikrofonie.

Nie sądziłem, że granie może w tym pomóc, a jednak. Teraz jest mi łatwiej komunikować się i stawiać na swoim, zwłaszcza kiedy od tego zależy zwycięstwo drużyny/grupy 😉

Odpowiednie towarzystwo… a raczej jego brak

Może się wydawać, że z drugą, bardziej otwartą osobą u boku łatwiej jest być śmiałym… Prawdopodobnie tak jest, ale warto spojrzeć na drugą stronę medalu. W takiej sytuacji można wpaść w pułapkę i błyskawicznie zdać się na tę drugą osobę… a to nie sprzyja własnemu rozwojowi. Niewykluczone, że to z powodu mojego introwertyzmu, ale zauważyłem, że zdecydowanie łatwiej jest mi nawiązywać znajomości, będąc z kimś sam na sam. Trzy osoby to już tłum.

Nieśmiałe osoby będąc w grupie, często się nie odzywają, bo nie lubią wchodzić komuś w słowo i czekają na idealny moment, aby coś wtrącić… zwykle ten moment nie nadchodzi. Będąc z kimś sam na sam, nie ma takiego problemu. Można się skupić wyłącznie na sobie nawzajem. Co więcej, jeśli osoba, do której chcesz zagadać, też jest nieśmiała, to na pewno będzie jej łatwiej, gdy podejdzie do niej jedna osoba, a nie cała grupa.

królik na pomoście

I co dalej?

Tu już dochodzimy do bardziej oczywistych lub świadomych sposobów pracy nad nieśmiałością. Granica jest płynna, bo jak zauważyłem, że coś działa, to zacząłem stosować to umyślnie. Na przykład konta na portalach społecznościowych, telefoniczne rozmowy, psychologiczne blogi itp. I tu powstał dylemat, czy opisywać to tutaj, czy stworzyć osobny wpis… Niewykluczone, że powstanie, ale na razie będzie tylko ten jeden. Nieco luźne i osobisty. Mam nadzieję, że komuś pomoże.

Źródła:

  1.  Krzysztof Lesiakowski, Paweł Perzyna i Tomasz Toborek, „Jarocin w obiektywie bezpieki”

Spodobał Ci się wpis? Będzie mi bardzo miło jak podasz go dalej i zostawisz po sobie ślad w komentarzach. Blog bez aktywności czytelników jest smutny.