Mój pierwszy Pyrkon 2019! Relacja + wideo migawka

Pyrkon 2019 - banner

Na konwenty jeżdżę od 2010 r. i w sumie uczestniczyłem do tej pory w dwudziestu dwu takich imprezach. Nie obce są mi Niucony, Japanicony, Lovy czy nieobecne już B.A.K.I. Nigdy jednak nie byłem na Pyrkonie. A trzeba przyznać, że to największy konwent w Polsce! Wstyd! W tym roku naprawiłem ten błąd i 26 kwietnia wstałem o 4 rano, by już niecałe kilka godzin później uczestniczyć w swoim pierwszym Festiwalu Fantastyki Pyrkon.

Od samego początku konwentu aż do samego końca notowałem w głowie, co chciałbym ująć w relacji. Przez te 3 dni do głowy uporczywie przychodziło mi jedna myśl-słowo. ROZMACH. Tak krótko mógłbym scharakteryzować całość.

Przy okazji nakręciłem krótką migawkę w ramach ćwiczenia własnego warsztatu ;). Zapraszam!

Czym Pyrkon różni się od „zwykłego” konwentu?

Po dosyć krótkiej jeździe w zatłoczonym pociągu nie trzeba było daleko się tarabanić, teren festiwalu znajduje się zaraz naprzeciwko dworca kolejowego w Międzynarodowych Targach Poznańskich. Zamiast typowego dla konwentu budynku szkoły mamy tutaj nowoczesne tereny targowe o powierzchni 212,5ha, z 16 pawilonami o wysokim standardzie, z czego niemal wszystkie były otwarte dla uczestników.

Co zaskakujące, pomimo ogromnego tłumu, nie było kolejek i po zaledwie paru minutach dostaliśmy identy, wraz z kostką i informatorem. Hale 3 i 3a przeznaczono na miejsca noclegowe i w pierwszej chwili właśnie tam się udaliśmy. Chociaż było ledwie po 10, pierwsza hala była już w całości zajęta i musieliśmy czekać na otwarcie kolejnej. Jak się okazało później i to nie wystarczyło, o czym informowało wywieszone info o braku miejscu. Trochę to niefajne, bo przecież po sprzedaży online wiadomo było, ilu będzie uczestników. W każdym razem my miejsce zajęliśmy i mogliśmy w spokoju ogarniać plan atrakcji oraz się ogarnąć.

Hala 3a - miejsce do spania i integracji

Tu jednak był pewien problem – pyrkonowa aplikacja. Na dzień rozpoczęcia zniknęła z AppStoru, zastąpiona przez niezbyt udaną aplikację Eventim. Ta nie chciała współpracować, oznaczanie atrakcji nie działało, jak należy, wyszukiwarka też pozostawiała wiele do życzenia. Skutkiem czego trudno było się połapać gdzie i kiedy co się działo, bez papierowej rozpiski. A ta była mimo wszystko dosyć spora i nie zawsze się mieściła przy sobie.

Małe info: W razie zgubienia lub zostawienia biletów nie trzeba się martwić. Wystarczy mieć potwierdzenia na maila i nie będzie problemu. Info z pierwszej ręki 😉

Muszę wspomnieć o wybawieniu, jakim była klimatyzacja i wentylacja w każdym pawilonie. Koniec z duszeniem się w salach gimnastycznych!

Nowością była dla mnie możliwość, a w pewnych przypadkach nawet konieczność, zapisywania się online na prelekcje, nawet na tydzień przed festiwalem. Obłożenie niektórych paneli było spore i faktycznie najpierw wpuszczali tych, którzy się zapisali. Co więcej, pewne panele miały limit i można było wejść tylko na 4 panele bez rezerwacji.

Największy konwent w Polsce

Trudno byłoby, i chyba trochę bez sensu, wymienić wszystkie pyrkonowe atrakcje. Skupię się przede wszystkim na tych, w których osobiście uczestniczyłem.

Pierwszy dzień upłynął na zwiedzaniu pawilonów i terenu konwentu. Pośród wielotysięcznego tłumu udało nam się zahaczyć większość miejsc w tym:

  • Games Room 24h z wypożyczalnią gier planszowych
  • Strefę fantastycznych inicjatyw
  • Blok Integracyjny (w którym mieściły się gry XXL takie jak Twister na 30 osób oraz inne gry towarzyskie i integracyjne)
  • Fantasium Suburbium (wystawy artystów)
  • Plac Marka
  • i wiele innych 😉

Tak naprawdę dopiero teraz, kiedy patrzę na rozpiskę i mapkę, zauważyłem, że nawet nie byłem we wszystkich miejscach! Ominęło mnie parę antresol w pawilonach.

Games Room 24h

Gry z prądem i te bez

Zatrzymaliśmy się na chwilę w Pawilonie gier bez prądu. Prężnie działała tam wypożyczalnia gier planszowych, gdzie prowadzący chętnie podpowiadali jaki tytuł wybrać i jak w niego grać. Po krótkiej partyjce oddałem się ulubionemu zajęciu, czyli spacerowaniu wśród uczestników i podziwianiu cosplayerów. Tych było naprawdę sporo, Pyrkon pozytywnie odznaczał się nawet na tle zagranicznych konwentów (a przynajmniej tak twierdzili goście z Francji ;))

Po 14:00 została otwarta Kraina Wystawców oraz Blok Gier Elektronicznych. Stoisk było zatrzęsienie, od wielkich wydawnictw i sklepów po drobnych artystów i rzemieślników. Każdy na pewno znalazłby coś dla siebie. Niestety nie wiem, czy to wina ilości ludzi, czy taki jest ten pawilon, ale było w nim zauważalnie duszniej i nie potrafiłem w nim wytrzymać dłuższej chwili.

Rajem dla gamerów, a więc i dla mnie, był Blok Gier Elektronicznych. Co prawda nie brałem udziału w konkursach, turniejach czy wolnym graniu, ale za to po raz pierwszy w życiu spróbowałem VR’u, dowiedziałem się co nieco o ekranach piórkowych (tabletach graficznych z ekranem) oraz pograłem na Switchu który, nawiasem mówiąc, mi się marzy :). Nintendo zajmowało całkiem sporo przestrzeni i nie było trudno dorwać się do jakiegoś tytułu, zarówno w wersji handheldowej, jak i stacjonarnej. Było również miejsce dla Nintendo Labo, czyli zabaw kreatywnym z wykorzystaniem Joy-conów i kartonu.

Dla tych, którzy z nostalgią patrzą w przeszłość, przygotowano Strefę Retro (ja do nich nie należę). Uwagę przykuwało stanowisko z Just Dance, gdzie zawsze tańczył mały tłumek. Niemal naprzeciwko było stanowisko, którego nazwy niestety nie pamiętam, a szkoda, bo było dosyć osobliwe. Jeśli ktoś kojarzy, niech da znać w komentarzach! Chodzi o połączenie fryzjera z miejscem do grania. Jednocześnie można tam było wymienić butelki na hot-dogi (o ile dobrze zrozumiałem) oraz napełnić swój bidon. Czyli takie pro-eko. Szacun!

VR na Pyrkonie

Pod wieczór na tzw. Arenie odbywała się nauka tańców szkockich, irlandzkich i dworskich. Była oczywiście wszystkim znana belgijka, ale co ciekawsze, była masa innych mniej znanych tańców. Chociaż sam nie jestem szczególnie uzdolniony tanecznie ani śmiały towarzysko, to taki sposób integracji jak najbardziej mi odpowiada. Prowadzący naprawdę się starali, aby każdy zrozumiał kroki przed dodaniem kolejnej sekwencji.

O komforcie uczestników — toalety, prysznice, bistro i prąd

Rozstawiliśmy się dosyć blisko pryszniców, więc czujnym okiem wypatrywałem, kiedy będzie najmniejsza kolejka. Najlepszym czasem okazała się według mnie godzina 3-4 w nocy.

Dla uczestników postawiono na hali parę kontenerów, każdy z bodajże 8 kabinami. W naszej hali były osobno męski i damski, chociaż w drugiej widziałem też koedukacyjny. Chciałbym powiedzieć, że były super, ale mogę dać tylko mocne 3. W męskim nigdy nie było ciepłej wody, a strumień był tak skierowany, że przelatywał przez całą kabinę i lądował na korytarzu. Mimo wszystko dało się umyć, były wieszaki (chociaż za mało jak na tyle kabin), były nawet lustra i kontakty! Niestety chyba nie były sprzątane na bieżąco, ponieważ z czasem coraz mniej kabin było zdatnych do użycia.

Dla spragnionych i głodnych czekały liczne bistra. Zazwyczaj były to miejsca zarządzane przez Targi, ale na pl. Marka można było też się posilić wśród Food Trucków. Notabene było to jedyne miejsce, gdzie można było zgodnie z regulaminem napić się alkoholu.

Dla tych, którzy potrzebowali doładować telefon, przygotowano stoiska z power bankami do wynajęcia oraz punkty z prądem i czajnikami. Niestety kiepskie były te punkty. Oczywiście fajnie, że w ogóle były, ale kto wpadł na pomysł, aby położyć listwy z prądem pośród czajników? Raz, że stwarzało to zagrożenie, bo w miejscu, gdzie przelewano wodę, leżało mnóstwo telefonów, a dwa, lokalizacja punktu na szczycie schodów do sekcji dla VIP-ów też była nie najlepsza. Musiały się tam pomieścić dwie kolejki (osobno do czajników i gniazdek), ludzie, którzy czekali na telefon oraz przejście dla wchodzących i schodzących.

W gniazdkach można było ładować tylko telefony i podobne urządzenia co ma sens, ale co gdy trzeba skorzystać z suszarki albo gdy cosplayer musi coś skleić klejem na gorąco? Gżdacze grzecznie prosili takie osoby o odejście, ale nie wskazywali miejsca, gdzie można to bez problemu zrobić. Trochę to nie w porządku, tym bardziej że ich ten zakaz jakoś nie bardzo dotyczył.

Sobota: 4-godzinna kolejka i łazik marsjański

Zazwyczaj kwintesencją konwentu jest właśnie sobota. To ona ma największej frekwencje, to wtedy można spotkać najwięcej cosplayerów i to wtedy są najważniejsze atrakcje.

Jako że czas przed Pyrkonem był dla mnie bardzo pracowity, to nawet nie miałem czasu przeglądnąć program. Wiedziałem jednak jedno. Miało się odbyć spotkanie z twórcami serialu Miracoulus Ladybug (pisałem o nim tutaj KLIK) i MUSIAŁEM na nim być. Do tego jednak wrócimy.

Sobota przywitała nas chłodniej niż piątek, co nie przeszkodziło tłumnie wychodzić na tereny targów i cieszyć się konwentem. Ponieważ jedyną zaplanowaną atrakcją było dla mnie wspomniane spotkanie, miałem czas by spokojnie pozwiedzać stoiska w Krainie Wystawców, porozdawać Free Hugsy i ponagrywać parę ujęć.

Pyrkon

W międzyczasie zawędrowałem do Pawilonu 15, gdzie odbyło się parę ciekawych paneli między innymi „Zupa z mózgu: zombie w kulturze i w realu” autorstwa Ilony Kotlewskiej-Waś. Niecodziennie jest nam dane poznać perspektywę doktora nauk biologicznych na kwestie nieumarłych, żywiących się mózgiem. Z szeregu informacji o strukturze mózgu można było się dowiedzieć np. jakie jego partie trzeba by zjeść, aby przejąć cudzy charakter i myślenie.

Niestety panel mający trwać w zamyśle godzinę skończył się w 45 minut…. To mniej niż wykład na uczelni! I to nie dlatego, że wszystko zostało już powiedziane tylko gżdacze poganiali by kończyć. Trochę kiepsko. Prelekcję trzeba było mocno przyśpieszyć.

 


To właśnie moc mirakulum

Po południu nadszedł czas to wyczekiwanie spotkanie z Thomasem Astruc i Wilfriedem Painem, twórcami serialu animowanego Miracoulus Ladybug. Jako fan chciałem być jak najbliżej, ale wyszło jak wyszło i wylądowałem z tyłu. Kto się nie załapał (wpuszczali ograniczoną ilość osób) mógł spokojnie oglądać stream na telebimie kina plenerowego. Na szczęście nagłośnienie było na wysokim poziomie i doskonale było słychać ich francuski oraz tłumacza. Tłumaczone były całe pytania i odpowiedzi, co trochę nużyło, ale przynajmniej można się było trochę podszkolić w języku :). Goście byli niesamowicie sympatyczni, opowiadali jak im się podoba w Polsce i na Pyrkonie, co planuja dalej z serią itd. oczywiście bez spoilerów! Po przeprowadzonym wywiadzie nadszedł czas na pytania od widzów oraz zdjęcie ze wszystkimi cosplayerami.

Na tym nie koniec, bo na godzinę po panelu zaplanowano rozdawanie autografów. Jednak zanim będzie mi dane dostąpić tego zaszczytu, przyjdzie mi czekać jakieś 4-5 godzin… Nie chcąc tracić czasu w kolejce, spacerowałem po pawilonie i okolicach. Oprócz Thomasa i Wilfrieda można było spotkać i dostać autograf od wielu sław w specjalnie przeznaczonej do tego strefie między innymi był aktor Christopher Judge czy autor książek Andrzej Pilipiuk.

Obok na korytarzu można było się natchnąć na łazika marsjańskiego. Czasem był w ruchu, zadziwiając zwrotnością, a czasem odpoczywał, dając przyjrzeć mu się z bliska.

Łazik marsjański

Wracając do Biedronki i Czarnego Kota… Czy warto było czekać na autograf ponad 4 godziny? Absolutnie! Tym bardziej że byłem na końcu kolejki więc moje czekanie było umowne ;). Nie jestem fanem autografów, ale przede wszystkim jestem wielkim fanem serialu i spotkanie na żywo jego twórców to coś niesamowitego. Thomas i Wilfried nie tylko się podpisywali, ale także dla każdego coś rysowali! Nic dziwnego, że do nich była chyba najdłuższa kolejka. Oni jednak cierpliwie czekali aż do ostatniego fana, podczas gdy wszyscy inni twórcy zdążyli się już zmyć. Fani nie byli dłużni i między innymi śpiewali polską wersję intra, wraz z tłem muzycznym w postaci wiolonczeli. I jak tu nie kochać tego fandomu?

Czy na konwencie się śpi?

Ostatnio narzekałem na brak nocnych atrakcji na konwentach, ale na Pyrkonie nie było do tego podstaw. Duża część pawilonów była dostępna 24h na dobę np. planszówki czy RPGi, prężnie działało kino plenerowe puszczające klasyki typu „Wywiad z wampirem”, a dla tych, co chcieliby się wyszaleć była dyskoteka na świeżym powietrzu! Dla mnie idealne miejsce ;).

Szaleństwo w rytm dobrze dobranej muzyki, wśród kolorowego tłumu. Czego chcieć więcej? Przy odrobinie szczęścia można było wypatrzyć samego Ricardo Milosa! 😉

Ricardo Milos i Ja :D

Ponieważ jestem rgp’ową dziewicą chciałem wziąć udział w nauce gry Vampire: the Eternal Struggle. Tak, wiem, że to karcianka, ale dla nowicjusza nie robi to wielkiej różnicy. Poza tym jest osadzona w tym samym uniwersum (Świat Mroku) co najlepszy zachodni RPG na PC Vampire The Masquerade: Bloodlines.  Niestety pomimo obecności w programie próżno było szukać tej atrakcji na miejscu… Na szczęście są jeszcze znajomi i tak, leżąc wygodnie na materacu, mogłem zagrać po raz pierwszy w RPGa. Nie mam porównania, ale świat „Kiedy rozum śpi” w opowiadaniu GM naprawdę mnie wciągnął. Chociaż mogło tego po mnie nie widać, bo przysnąłem… ale hej! Była to 4 w nocy!

To już jest koniec

Niedziela, jak to zwykle bywa, miała dosyć leniwą atmosferę, czuć było koniec konwentu. Skończyła się pyrkonowa przygoda.

Zostało jeszcze około 10h do pociągu. Co robić? Ominięte wcześniej namioty z grami muzycznymi zostały odhaczone, klipy do migawki jako tako nagrane, free hugsy rozdane… Nadrobiłem więc to, na co wcześniej miałem ochotę, ale jakoś śmiałości brak — Twister XXL. Każdy zna zasady, więc nie będę się nad tym rozwodził. Różnicą była skala — w tej wersji udział brało około 30 uczestników, a obszar kolorowych kółek powoli się zmniejszał. Takie twisterowe battle royale. Polecam ;).

Czy warto jechać na Pyrkon?

Cosplay Wrench z Watch Dogs 2

Niezależnie od tego, czym się interesujesz — tak! Jeśli chcesz poczuć niesamowitą atmosferę tworzoną przez 50 tysięcy fanów, chcesz swobodnie wyrazić siebie, poznać innych ludzi z fandomu i dobrze się bawić — jedź!

Festiwal Fantastyki Pyrkon jest dokładnie tym, czym się reklamuje — „fantastycznym miejscem spotkań”. Spotkań z ludźmi o podobnych pasjach, z twórcami, z nowościami w branży… każdy znajdzie tu coś dla siebie i nikt nikogo nie będzie wytykał palcami. Niezależnie czy jesteś fanem Harry’ego Pottera, kucyków Pony, futrzakiem czy mangowcem. Tutaj oddasz również krew, nauczysz się tańców bretońskich czy emisji głosu. Postrzelasz na strzelnicy, zagrasz w ogromne Monopoly, a wieczorem potańczysz pod gwiazdami. I wtedy zrozumiesz, że 3 dni to zdecydowanie za mało i będziesz z utęsknieniem czekał na następną edycję :).