Lot paralotnią – aby życie miało smaczek. Jak się przygotować? Za ile?

Paralotnia

Jednym z założeń mojego bloga jest  promowanie i pokazywanie różnych, ciekawych sposobów na dodanie „smaczka” do życia. Moimi sposobami na co dzień są gry i anime, ale tutaj chciałbym też przedstawiać mniej znane aktywności. Albo inaczej… takie, których ja wcześniej nie doświadczyłem, a teraz tak, i chciałbym się tym podzielić i polecić…lub nie, zależy jak wrażenia. To tak tytułem wstępu 😉

Lot paralotnią odbyłem co najmniej rok temu i chociaż trwał zaledwie parę minut to wciąż jest wysoko w moim rankingu przeżyć.  Bo kto by nie chciał wzbić się w powietrze i latać? I wiem, że marzy się nam raczej nieograniczony lot, ale chyba wyrośliśmy z tego. Wiemy, że to niemożliwe. A paralotnia wbrew pozorom jest bardzo możliwa i przystępna. Nie wierzysz? No to patrz!

Po ile to? Gdzie?

Przede wszystkim zacznijmy od najważniejszego…ceny! W moim przypadku był to prezent na urodziny, ale z tego co sprawdzałem, cena wahała się w okolicach 150zł, czyli tyle ile ja wydaje na przeciętny konwent we Wrocławiu. Kiedy już macie voucher umawiacie się na konkretny termin. Ale nie jest on nienaruszalny, pełne potwierdzenie dostaje się na 24h przed lotem i zależy od pogody. Z tego co zrozumiałem i podpytałem na miejscu, to lepiej wybierać dzień, w którym na niebie jest parę chmurek. Są wtedy lepszy wiatry i można dłużej być w powietrzu. W porównaniu do bezchmurnego nieba.

Kiedy już nadejdzie upragniony termin, trzeba trafić w umówione miejsce… i nie jest to takie łatwe.  W moim przypadku trzeba było zjechać z pewnej wioski na ścieżynkę i kierować się wstążkami zawieszonymi na drzewie. Szczerze mówiąc, było to w szczerym polu. Tam na prowizorycznym parkingu zostawiało się auto, a dalej prowadził już organizator. I warto zapisać sobie jego numer telefonu, da on znać, kiedy pogoda się pogorszy i pomoże, jak się zgubicie po drodze.

Co zabrać ze sobą?

Warto wspomnieć jeszcze jak się przygotować i co warto wziąć:

  • Okulary przeciwsłoneczne – ja byłem bez i też dało rade
  • Odpowiednie ciuchy – trzeba wziąć pod uwagę, że „na górze” jest dosyć wietrznie, mi wystarczył sam t-shirt, bo było ciepło, ale warto wziąć bluzę na wszelki wypadek. I lepiej żeby to były ciuchy, których nie szkoda Ci ubrudzić… zarówno przy starcie, jak i lądowaniu, można zaliczyć glebę
  • GO  PRO lub odpowiednik – wiadomo po co. U mnie na miejscu można było za dopłatą skorzystać z ich kamery wraz z  kartą pamięci i skorzystałem z tego. Ale nie polecam, bo to wychodzi bardzo drogo, ja nie miałem wyboru, a bardzo chciałem mieć jakąś pamiątkę.

I w końcu… lot!

I teraz nadchodzi moment, na który czekaliście od samego początku…lot! Przede wszystkim lecicie przypięci do profesjonalnego paralotnika i to on steruje lotem, więc nie ma czym się martwić. Start był dla mnie trudny, bo podczas gdy jesteście ciągnięci przez wciągarkę, to trzeba biec… tyle że nie z całych sił a w odpowiednim tempie czego ja nie do końca byłem świadomy, więc przypięty do pana lotnika, przeturlałem się po glebie…. Ale potem było już tylko lepiej! Nie chce zdradzać za wiele, aby nie psuć radości innym, ale dla takich widoków warto się wybrać! Połączenie widoków, pędu i wysokości robi swoje! A ten moment, w którym odpinacie linkę od wciągarki i wiecie, że już nic was nie łączy z ziemią… takiej adrenaliny dawno nie miałem!

Jeśli chodzi o minusy, to na początku byłem nieco rozczarowany długością lotu. Miało być niby minimum 10min a ja byłem może z 5min w powietrzu. Ale tak po prawdzie to faktycznie wiatru nie było, więc to nie ich wina, a co przeżyłem to moje! I naprawdę polecam! Dajcie znać czy byliście na paralotni, jak odczucia i czy polecacie coś podobnego? Najlepiej w miarę taniego 😉

Spodobał Ci się wpis? Podaj go dalej: