JAPANICON 2018 – relacja i powrót do konwentowania

japanicon 2018 - relacja z konwentu

Zakładając blog, wiedziałem, że chcę pisać relacje z konwentów. Mało tego, zakładałem, że to będzie główny kontent. Do tej pory byłem na około 19 konwentów, średnio raz na 2 miesiące lub częściej, więc o regularność byłem spokojny…. Niestety wyszło, jak wyszło. Od lipca zeszłego roku nie byłem na żadnym konwencie. Do teraz. A już za rogiem szykuje się następny. Jak więc wypadł mój powrót do konwentowania po niemal półtorarocznej przerwie?

Zanim odpowiem na pytanie, zacznę od kontekstu, bo wcale nie planowałem być w tym roku na Japaniconie. Poprzednie dwie edycje skutecznie mnie wynudziły i zniechęciły. Jednak Przyjaciel dogadał się z orgami i w zamian dostaliśmy dwie VIP-owskie wejściówki.

Więc chociaż niesmak po poprzednich edycjach pozostał, to nie ma co zaglądać darowanemu koniu w pysk! Jak dają, to się korzysta. Zresztą w dobrym towarzystwie wszędzie jest dobrze 😉

Banner wpisu

Kubki z herbatą, kawą lub innym ulubionym płynem w dłoń i zapraszam do czytania 🙂

Jak dojechać na konwent? I co na nim będzie?

Pierwszy zgrzyt pojawił się jeszcze przed dotarciem na conplace.

O tym, czym jest conplace i ogólnie konwent pisałem[TUTAJ]

Co to jest konwent? Jakie atrakcje mnie czekają?

 

Okazało się bowiem, że strony internetowej konwentu brak. Brakowało również jakichkolwiek wskazówek odnośnie do dojazdu. Jedyne info było na stronie wydarzenia na facebooku… z kolei Google Maps wyprowadziło nas w jakieś dziwne rejony. Zresztą nie tylko nas, zważając na dwie zagubione dziewoje w dokładnie tym samym miejscu. Zachowując się więc jak rasowi aspołeczni mangowcy udawaliśmy, że się nie widzimy.

Przy akredytacji kolejny zgrzyt, bo okazuje się, że nie ma nas na liście. Po wyjaśnieniu sprawy z orgami dostaliśmy standardowy pakiet: smycz z identem, mapkę i… brak informatora. Plan atrakcji był na jednej kartce razem z mapką. Co jeszcze mógłbym zrozumieć ze względów ekonomicznych lub ekologicznych, bez znaczenia. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że pełnego programu nie było też nigdzie online, co oznacza, że na atrakcje szło się w ciemno, znając tylko ich tytuł.

Rozpiska i ident
Nie informator a zwykła rozpiska…

granty - Japanicon 2018

Jako że mieliśmy wejściówki VIP, to należały nam się dodatkowe granty: kubek, koszulka i zestaw pozostałych identów. Na większość musieliśmy jednak czekać do 16.

Kolejnym przywilejem był osobny sleeproom. Powiem tak… więcej niż 6 osób na raz to tam nie było. Ogólnie frekwencja była bardzo niska. Orgowie przewidywali około tysiąca… grubo na wyrost. Niemal wszędzie panowała pustka. Co dla niektórych pewnie jest zaletą, ale ja lubię ten kolorowy tłum. I załowałem, że tym razem było go jeszcze mniej. Nawet kolejkonu nie było! Szok!

Wystawcy - Japanicon 2018

 

Wystawcy, konwent

Żeby nie było, że tylko marudzę to była tego też jasna strona. Nie było kolejek. Więc bez problemu graliśmy na konsolówce i udało nam się zagrać na każdym sprzęcie. A ja przy okazji mogłem sprawdzić Switch’a, który mnie bardzo intryguje 😉

Kolejek nie było też pod prysznice, które zasługują na solidnego plusa. Czyste, zadbane, z normalną kotarą. Ba, nawet suszarki były! Niestety z toaletami było już różnie.

Jak już wspomniałem, na dwóch poprzednich edycjach się nudziłem i bardzo dużo czasu spędzałem na planszówkach. Tym razem ich zabrakło. Była jedynie sala z tradycyjnymi, japońskimi grami. Ale za to ludzi tam byli bardzo mili i od razu zapraszali do nauki gry. Była też możliwość spróbowania własnych sił w wirtualnej rzeczywistości. Trochę żałuje, że jakoś zawsze było mi nie po drodze.

Atrakcje na Mainie

Pośród tej pustki liczyłem, że chociaż cosplay, i ogólnie atrakcje na Mainie, będą ciekawe. Tym bardziej że oprócz standardowego konkursu były jeszcze eliminacje do trzech międzynarodowych konkursów. Nie pamiętam jakich, ale prestiż jest!

Przed gwoździem programu na konwentowiczów czekały inne rozrywki, takie jak chór, koncert japońskiego zespołu czy k-pop dance challenge. Tak więc, po kolei.

Chór… chyba był, ale na pewno nie o godzinie podanej w programie i się na niego na załapaliśmy. Smuteczek.

Na koncert zaproszony został zespół This is a PEN. Osobiście pierwszy raz o nim słyszę, ale hej!, to nic złego. Zwłaszcza że wypadł całkiem nieźle. Tłum początkowo nieśmiały z czasem się rozruszał, przede wszystkim od momentu, gdy zagrali opening z Evangeliona i Sailor Moon. Trzeba przyznać, że chłopak grający na perkusji solidnie wymiatał. Zresztą nie tylko na niej, bo później tak samo grał na klawiszach! Ogólnie było fajnie i chociaż początkowo akustyka była kiepska to po około dwóch utworach technicy to poprawili i było już tylko super. Nawet bis był, oczywiście tłum wybrał na niego Evangeliona 😉

Po koncercie można było pójść na spotkanie z zespołem.

K-pop Challenge

Na k-pop dance challenge zawsze chciałem się wybrać, od kiedy zobaczyłem w internetach, że coś takiego istnieje. Chociaż ruszam się ja kłoda to koreańskie rytmy i wyuczona choreografia sprawiają, że wygląda to nie najgorzej. Tutaj też specjalnych tłumów nie było, ale samych uczestników była sporo grupka. Dla tych, co nie wiedzą o co chodzi: puszcza się fragmenty k-popowych utworów i jak ktoś to rozpoznaje i zna ruchy, to wychodzi na środek i to tańczy. Jest coś pięknego w tańcu synchronicznym i całkiem miło się to oglądało. Uwagę zwrócił fakt, że tańczyły tylko dziewczyny. Przynajmniej na środku, bo chociaż było widać, że część chłopaków znała choreografie, to tańczyli gdzieś z boku sali.

Najważniejsza atrakcja czyli Cosplay

Nadszedł czas na gwóźdź programu – cosplay! Przyznam szczerze, że już od paru konwentów nie byłem na nim, więc byłem ciekawy, jak wypadnie. Tradycyjnie podzielony był na „zwykły” i na eliminacje do międzynarodówek, pomiędzy którymi było ogłoszenie wyników.

I tutaj naprawdę nie mam do czego się przyczepić. Profesjonalna scena, światła, osobne wejście dla cosplayerów, ekrany, na których coś widać (a to nie jest takie oczywiste) i dobra akustyka.

Na osobną pochwałę zasługują konferansjerzy. W te role wcielili się Deku i Aizawa-sensei z Boku no Hero Academia. Żartowali, kiedy trzeba, zabawiali widownie i szybko reagowali na zmieniającą się sytuacje na scenie. Podczas czekania na wyniki starali się z każdym cosplayerem zamienić słówko. Szkoda, że po konkursie mi gdzieś znikneli… chce zdjęcie z tobą, Aizawa-sensei T.T O ile dobrze zrozumiałem to byli to Kairi in Cosplayland i Zel COShorse.

Cosplayerów może i nie było dużo, ale trzymali poziom, a same scenki były ciekawe. Oczywiście najbardziej dopracowane stroje i profesjonalne występy były na tym drugim konkursie. W pamięci utkwiły mi występy Diamentów (Steven Universe), Linka… a nie, przepraszam! Zeldy (Legend of Zelda) oraz scenka z Tsubasa Chronicle.

Poza jednym upadkiem ze sceny obyło się bez większych wpadek. Na szczęście nikomu nic się nie stało!

Warto dodać, że przed eliminacjami do międzynarodówek na ekranach puszczono zwiastuny wszystkich trzech konkursów. I muszę przyznać, dwa z nich wywarły na mnie niemałe wrażenie i aż chciało się tam jechać.

Czas oczekiwania na wyniki umilił występ grupy tanecznej. Nie jest to coś nowego, ale tutaj dziewczyny spisały się znakomicie! Poziomem synchronizacji dorównywały nawet koreańskim idolkom. Energiczna muzyka i kreatywna choreografia złożyły się na naprawdę udany pokaz.

O wynikach nie będę się rozwodził, bo to kwestia gustu 😉 Z Przyjacielem pewnie inaczej byśmy zdecydowali, ale my to amatorzy.

Psst… na stronie wydarzenia na fejsie jest dużo albumów ze zdjęciami, zarówno z cosplayu, jak i całości konwentu. Filmy też są.

Słówko o panelach

Tutaj nie mieliśmy szczęścia. Pierwszy prowadzący, na jakiego trafiliśmy, był najmniej przygotowany ze wszystkich. Sam nie wiedział, co ma screenach, gubił się w tym, co mówi, było widać, że stres wręcz zjada go od środka, a o brakujących screenach mówił, że mu się nie zgrały na pendriva… Sorry, ale nie jesteśmy w szkole! Skoro ktoś sam z siebie się zgłasza, że poprowadzi atrakcje, to oczekuje od niego jakiegoś minimalnego poziomu. Trochę mi go szkoda, bo widać było, że miał wiedze, ale po prostu się nie przygotował.

Byliśmy jeszcze na dwóch panelach, ale te także nas nie zachwyciły. Bo chociaż twórcy byli lepiej przygotowani i nie mieli problemów, by mówić do publiczności, to sposób prezentacji był co najmniej zniechęcający. Przytoczę chociażby powtarzanie tej samej formułki co trzecie zdanie, wyśmiewanie czegoś tylko dlatego, że się tego nie rozumie czy przeklinanie co piąty wyraz.

Nie wiem, jak wyglądała reszta, być może my mieliśmy po prostu pecha. Przynajmniej czasy problemów z projektorami odeszły w niepamięć!

 

 

To już jest koniec

O tegorocznym Japaniconie można by było jeszcze wiele napisać ale ograniczę się do kilku przemilczanych do tej pory ciekawostek.

  • sprzedawców było sporo, a wszelakich produktów nie brakowało. Względem poprzednich lat wydaje się jednak, że jest ich mniej (albo tym razem byli bardziej upakowani)
  • dla zgłodniałych konwentowiczów były dostępne chyba ze 3 kawiarenki/ bufety, automaty z batonikami a dodatkowo na zewnątrz food truck z tradycyjnym japońskim jedzeniem
  • dla spragnionych była bubble tea i kawa
  • w bardzo bliskim sąsiedztwie szkoły była pizzeria z dobrą pizzą na kiepskim cieście oraz Biedronka
  • szkoła była przestronna, ale dosyć pusta
  • było dostępnych kilka stanowisk z maszynami do szycia
  • helperzy byli pomocni i oferowali np. ładowarkę do telefonu

TL;DR

Tegoroczny Japanicon uważam za niedopracowany i słabo zorganizowany konwent. Co dziwi, biorąc pod uwagę doświadczenie organizatorów. Wiele braków, w tym strony i informacji dla konwentowiczów, sprawiło, że niewiele osób zdecydowało się przyjechać i szkoła świeciła pustkami. Największą zaletą był sprawnie przeprowadzony konkurs cosplay. Ale mimo wszystko… i tak było miło.

Plusy

  • cosplay i eliminacje do międzynarodowych konkursów
  • koncert This is a PEN
  • pomocni helperzy
  • czyste prysznice
  • konsolówka i pokój z VR-em
  • dużo wystawców, w tym artystów

Minusy

  • brak strony internetowej
  • niedobór istotnych informacji takich jak dojazd
  • brak informatora
  • mała frekwencja
  • brak planszówek
  • mało cosplayerów
Powinienem popracować nad pozowaniem… anime to Kakegurui

Pomimo że w relacji dużo było narzekania, to nie uważam, żebym się kiepsko bawił. Większość czasu spędzałem z Przyjacielem na konsolówkach albo kręcąc się po terenie konwentu. Więc ja na nudę nie narzekałem… ale jeśli ktoś przyjechał sam to nie miał za dużo do roboty. A szkoda. Bo konwenty to fajna rzecz i teraz kiedy sobie przypomniałem jak to jest, to zamierzam częściej na nich bywać 🙂

Spodobał się Tobie wpis? Podaj go dalej: