Deathgarden — brutalny sport przyszłości. Pierwsze wrażenia z Alfy

W niedalekiej przyszłości najpopularniejszą rozrywką jest oglądanie brutalnego sportu, którego stawką jest życie. Grupa pięciu, lekko uzbrojonych, za to bardzo zwinnych i szybkich Biegaczy (Runners), zmaga się na arenie z ciężko uzbrojonym i praktycznie niezniszczalnym Łowcą (Hunter). On ma ich zabić, oni uciec. Tym jest tytułowy Deathgarden.

 

Deathgarden - podpis

Wyjadacze gatunku

Na początku warto wspomnieć o twórcach gry, a są to dobrze nam znani ludzie ze studia Behaviour Interactive Inc. (bE HAVIOUR). Są odpowiedzialni za Dead by Daylight, które Alpak bardzo lubi i szanuje, o czym wspominał w tym wpisie [TUTAJ]. I nie on jeden, bo tytuł okazał się hitem, nawet w tej chwili na Steamie gra w niego ponad 18 tys. graczy i w rankingu ilości graczy jest zaraz za Wiedźminem 3. Chyba nieźle jak na małe studio, co? Można więc mieć pewność, że twórcy mają doświadczenie i wiedzą co robią. Zresztą tytuł jest w dalszym ciągu rozwijany dzięki nowej zawartości i balansie w rozgrywce.

3 gry online, które ostatnio mnie pochłonęły

Na pierwszy rzut oka ich nowa produkcja jest bardzo podobna do Dead by Daylight. Forma rozgrywki jest ta sama (asymetryczny multiplayer), warunki zwycięstwa też jakieś podobne (napraw/ zajmij x punktów, aby otworzyć wyjście). Można odnieść wrażenie, że twórcy zmienili jedynie stylistykę. Survival horror zamienili na grę akcji… Nic bardziej mylnego, ponieważ diabeł tkwi tu w szczegółach!

How to win

W Deathgarden wcielamy się w jedną z dwóch ról, Biegacza lub Łowcę. Biegacze są bardzo zwinni, szybcy, potrafią się wspinać i dzielą się na trzy klasy — Support (leczy i ochrania), Torment (zwiadowca, który ujawnia Łowcę dla innych graczy) i Control (ogłusza i spowalnia wroga). Ich celem jest ucieczka z areny poprzez zajęcie 2 z 3 punktów otwierających wyjście. Punkty zdobywa się, stojąc w ich pobliżu, jednak wtedy nasza pozycja jest ujawniona dla Łowcy. W chwili, gdy odejdziemy od punktu, licznik prawie natychmiast spada do zera, chyba że przekroczył już 50%, wtedy spada tylko do połowy.

Deathgarden - przejmowanie punktu
Przejmowanie punktu

Co ciekawe, w odróżnieniu od poprzedniczki, po śmierci i wyeliminowaniu z gry nadal możemy wygrać, bo liczy się zwycięstwo drużyny. Wystarczy, że ucieknie troje Biegaczy. Analogicznie przegrana jest w chwili, gdy troje z nich zostanie zabitych.

Biegaczy jest pięciu, natomiast Łowcą jest jeden. I to nie byle jaki. Ma dostęp do kilku broni oraz wielu umiejętności np. stawiania wieżyczek lub podkładania min. Niestety, zanim Alpak się zorientował, po 9h grania, Alfa dobiegła końca, więc nie mógł bliżej przyjrzeć się Łowcy. Sorry, o wiele bardziej wolę grać „zwierzyną”.

Deathgarden - Biegacze

Sharing is caring

Jedną z największych różnic w stosunku do poprzedniczki studia jest podejście do współpracy. Dead by Daylight stawiało na samotne przetrwanie w grupie, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. W grze nie było chatu głosowego ani nawet tekstowego. Cała komunikacja ograniczała się do mowy ciała i dwóch emotek. Oczywiście dało się to obejść i rozmawiać ze znajomymi poza grą, ale jedyne co to dawało to nieuczciwą przewagę wobec Killera.

W Deathgarden jest zupełnie na odwrót. Cały interfejs jest zbudowany w taki sposób, aby komunikacja pomiędzy członkami drużyny była precyzyjna i zachodziła bez przeszkód. Dokładnie widzimy, gdzie są pozostali biegacze, widzimy ich status, możemy skorzystać z chatu tekstowego oraz skrótem klawiszowym oznajmić własną sytuację. A to wszystko nie bez powodu, bo współpraca jest tu niezwykle ważna!

Napiszę wprost. Nie da się wygrać bez współpracy!

Jako przykład podam mechanikę Bloodpost. Kiedy Łowca powali Biegacza 3 razy (obojętnie jakiego, nie musi być ten sam), może wysłać go na Bloodpost… czyli na egzekucję. Po krótkim czasie Biegacz pojawia się na mapie skrępowany i gotowy do poświęcenia. W chwili, gdy Łowca jest w pobliżu, uratowanie kolegi z drużyny jest praktycznie niemożliwe. A gdy rozstawi wieżyczki to już w ogóle, trup na miejscu. A raczej trupy.

Deathgarden - Bloodpost

W takim przypadku potrzeba co najmniej Supporta, który będzie ochraniał ratującego, Controla, który ogłuszy Łowcę, i samego ratującego. A i Torment się przyda, co by ograniczyć umiejętności wroga. Oczywiście da się to zrobić w dwie osoby, ale będzie to trudne i będzie wymagało dobrego zgrania.

I jest to absolutnie świetne! I odświeżające po ciężkim klimacie Dead by Daylight. Tu jest szybka akcja i kiedy ktoś trafia na Bloodpost trzeba od razu reagować.

Współpraca przejawia się również w każdym innym elemencie gry np. odwracaniu uwagi, gdy ktoś inny zajmuje punkt lub gdy ucieka od Łowcy. Ciekawie są również zaprojektowane skrzynki z amunicją i częściami do ulepszeń (kupuje się za nie umiejętności). Ich czas odnowy jest dosyć długi, ale zasoby można lepiej wykorzystać w grupie. Wystarczy, że będzie się w pobliżu, gdy ktoś je zbiera, aby również je zdobyć!

Skrzynki z amunicją, apteczki, punkty do przejęcia itp. można oznaczać na mapie, strzelając w nie strzałką. Pomaga się tym nie tylko pozostałym graczom, ale także sobie, bo w zamian dostaje się punkty, które przekładają się na ilość strzałek specjalnych (np. uzdrawiających). Czy to nie genialne?

Deathgarden a Dead by Daylight

Z góry przepraszam za to porównania co pięć sekund, ale bardzo trudno jest nie porównywać tytułów tak podobnych i tworzonych przez to samo studio. Czasami miałem wrażenie, że nawet niektóre animacje są takie same! Ale to nieważne. Najważniejsze jest to, że twórcy uczą się na błędach.

W Deathgarden jest przede wszystkim mniej miejsca na nadużycia i toksyczne zachowania. Łowca nie może campić przy hakach… bo ich nie ma! A cała mechanika Bloodpost, chociaż na początku wydawała mi się dziwna, okazała się strzałem w dziesiątkę. Biegacze natomiast mogą się już swobodnie komunikować. Ba, nawet muszą, jeśli chcą przetrwać!

Akcja jest tutaj o wiele szybsza i nie ma co ukrywać, jest też o więcej do robienia. Każdy mecz rozpoczynamy bez skilli, najpierw trzeba więc zebrać zasoby, potem je wykorzystać, znowu zbierać… Dopiero wtedy „starcia” z Łowcą mają jakikolwiek sens. Dodatkowo trzeba pomagać innym, ratować, zajmować punkt, uciekać, znowu zbierać zasoby, znowu uciekać i tak dalej…

Wrażenia z Alfy

Chociaż początkowo byłem sceptycznie nastawiony (po oglądnięciu gameplaya), to nie trudno się domyślić, że świat Deathgarden niesamowicie mnie wciągnął i jestem skłonny przymknąć oko na pewne niedociągnięcia np. sporadyczne przerywanie sprintu. Asymetryczny multiplayer to zdecydowanie mój typ rozgrywki i jak dla mnie wygrywa z wszechobecnym battle royalem. Nie zapominajmy jednak, że to była tylko Alfa i wiele rzeczy może się zmienić, a wielu rzeczy zwyczajnie brakowało. Twórcy chcieli sprawdzić przede wszystkim czy element sieciowy działa prawidłowo. I tutaj potwierdzam, matchmaking działa szybko i sprawnie, a lagi zdarzyły mi się ze dwa razy.

Pewnym minusem Alfy był brak tutoriala i wytłumaczenia, nie do końca oczywistych, mechanik. A poznanie ich jest kluczowe do czerpania przyjemności z gry. Serio, nic tak nie irytuje, jak nieogarniający koledzy z drużyny.

Miejmy tylko nadzieję, że twórcy odpowiednio zbilansują perki, dodadzą customizację postaci oraz coś na kształt progressu. I będę szczęśliwy!

Jeśli jesteście zainteresowani, to zapisy do Alfy wciąż trwają! Co prawda jedna dopiero co się skończyła, ale wychodzi na to, że takich testów będzie więcej. Link jest [TUTAJ]. Łapcie i grajcie! :)

Spodobał Ci się wpis? Podaj go dalej: