ANIMECON HALLOWEEN 2018 — relacja z konwentu w klimatach grozy

Animecon Halloween 2018 - relacja

Dynie, nietoperze, pomocne duszki i potwory … a poza tym dużo ludzi, fajna szkoła i przyjazna atmosfera. Na taki konwent chciałem pojechać po swojej bardzo długiej przerwie! I chociaż po drodze zaliczyłem Japanicon [KLIK — RELACJA Z JAPANICONU] to dopiero tutaj poczułem ten „stary” klimat konwentów, jaki pamiętam z czasów gimnazjalnych czy licealnych.

Jak było tym razem? Kubki z herbatą w dłoń i zapraszam do relacji!

Opis zdjęcia: kolejka przed wejściem na konwent Animecon Halloween 2018.

Animecon Halloween 2018 to kolejna edycja konwentu organizowanego przez zespół Anime24, głównie znanego z dostarczania najświeższych informacji ze świata anime. Tegoroczna odsłona odbyła się w Szkole podstawowej nr 11 w Poznaniu, w dniach 28-29 października. Jest pierwszą imprezą tych twórców jaką zaliczyłem, więc nie miałem żadnego punktu odniesienia. Widząc materiały promocyjne w sieci byłem jednak dobrej myśli.

Miejsce konwentu miło zaskoczyło znajomym widokiem kolejki. Serio! Po ostatnich pustkach na Japaniconie był to dobry znak! Co prawda do Niuconowych kolejek jej daleko, ale napawała optymizmem. Lokalizacja również była niczego sobie. Ponieważ zewsząd znajdowały się mieszkalne blok, i to było zarówno gdzie zaparkować, jak i gdzie zrobić zakupy.

Jak było na miejscu

Kolejka szła sprawnie, więc w miarę szybko znaleźliśmy się w przestronnych, ale zawiłych wnętrzach szkoły. Ta, chociaż niepozorna, skrywała szerokie korytarze i dużo miejsca. Zwyczajowo powitała nas akredytacja, gdzie dostaliśmy skromny starter, czyli ident z tasiemką, opaskę na rękę oraz plan atrakcji z mapą szkoły na jednej kartce A3. Tasiemkę można było wybrać spośród paru tematycznych motywów, ja wybrałem pajęczynę na czarnym tle. Za cały konwent, to jest sobotę i niedzielę, trzeba było zapłacić 59zł.

Niestety trend, który zauważyłem na Japaniconie, ma się dobrze i tutaj ponownie zabrakło informatora. Sama rozpiska to nie to samo, bo fajnie wiedzieć, na czym polegają dane atrakcje. Oczywiście sytuację ratowały plakaty z opisami oraz informator online, ale ten był moim zdaniem zdecydowanie za mało wyeksponowany. Plan, który dostaliśmy, jest chyba najmniej dopracowanym elementem w tym ogólnie dobrze i profesjonalnie zorganizowanym konwencie. Nieporęczną kartkę A4 z dopisanymi długopisem informacjami można było spokojnie zastąpić dwiema mniejszymi. Jedną z planem, a drugą z mapką szkoły.

Po odnalezieniu głównego sleepa można było odetchnąć i spokojnie się rozpakować. Oprócz sali gimnastycznej do spania przeznaczono dodatkowo całe piwnice, czyli tzw. lochy. Nie tylko szatniowe boksy, ale także całą przestrzeń pomiędzy nimi. Miejsca więc było sporo i pomimo dużej ilości uczestników nie trzeba było spać jeden na drugim.

Pokrętne korytarze skrywały wystawców niemal na każdym piętrze. W większości byli to niezależni artyści i rzemieślnicy, których głównym towarem były naklejki, obrazki, zakładki i breloczki. Dzięki czemu mój laptop wzbogacił się o kolejne dekoracje np. Damiena z Monster Prom 😉 Miło widzieć kreatywną stronę fandomu. Oczywiście nie zabrakło też plakatów, słodyczy, pluszaków czy wszechobecnych przypinek.

Zawiódł się jednak ten, kto chciał obłowić się w mangi po atrakcyjnej cenie. Tych praktycznie w ogóle nie było. Jedyne wydawnictwo, jakie zauważyłem to wydawnictwo Kirin, które specjalizuje się w książkach.

Gastronomia była skromna, ale też nie było potrzeby jej rozbudowywać ze względu na bliskość marketu. Zjeść można było między innymi na stoisku z japońskimi przysmakami Happa to Mame oraz foodtrack’u Yaki Kingu. Co ciekawe, obydwa są prowadzone przez pary japońsko-polskie. Oczywiście nie mogło zabraknąć bubble tea, którą zapewniło Bubble Tea Yoppo.

Co przygotowano byśmy się nie nudzili

Po rozpakowaniu się i obejściu wystawców pora na najważniejsze — atrakcje, a więc panele, warsztaty, gry i wszystko inne! Zacznijmy od paneli. Chodzę na nie dosyć rzadko, ale te, na których byłem, były co najmniej dobre. Był też jeden świetny czyli panel o podróży do Japonii. Prowadzący miał mnóstwo praktycznej wiedzy zdobytej na własnym przykładzie, gęsto sypiąc wskazówkami oraz ciekawymi punktami do zwiedzania. Szkoda tylko, że nie było żadnych zdjęć…. i szkoda, że przez wczesną niedzielną godzinę praktycznie nie było nikogo na tym panelu oprócz nas. Równie dużą wiedzą oraz ciekawą prezentacją mógł się poszczycić panel o stworzeniach w japońskiej mitologii i folklorze.

Niestety, ogromną łyżką dziegciu było przełożenie atrakcji Towarzystwa Polsko-Japońskiego z niedzieli na sobotę. Mieliśmy niezłe zdziwko, gdy wchodząc do sali, zastaliśmy pustkę. Zarówno brak prowadzącego, jak i uczestników. Po jakimś czasie weszła dziewczyna, która oznajmiła, że te atrakcje odbyły się wczoraj, a uczestnicy zostali o tym poinformowani. Pytanie tylko gdzie? Próżno było szukać tej informacji na stronie wydarzenia czy plakatach. W wydarzeniu była rozpiska godzinowa, ale żadnej wzmianki o zmianie dnia. Nieładnie.

Nieodzowną częścią konwentu są wszelakie sale taneczne, karaoke, konsolówka itp. Najwięcej czasu spędziłem na ostatnim piętrze na planszówkach. Tutaj trzeba przyznać, że zostało to bardzo dobrze przygotowane. Ilość gier do wyboru była spora, chociaż mi brakowało trochę takich typowo imprezowych. Obsługa była pomocna i zorientowana w tytułach, pomagali je dobierać, a nawet przychodzili do stolików i objaśniali zasady. Mógłbym się jedynie przyczepić do małej ilości miejsc i stolików, zwłaszcza w porównaniu z zainteresowaniem uczestników.

O pozostałych salach mogę powiedzieć tyle, że istniały, i z tego co przelotnie widziałem, były dobrze zorganizowane. Standardem staje się sala z VR-em, której i tutaj nie zabrakło. Jednak dopiero przeglądając zdjęcia, uświadomiłem sobie, że ominąłem jedną ciekawą salę — wioskę Naruto. Wyglądała na nich intrygująco i klimatycznie więc trochę szkoda, ale za to z drugiej strony pokazuje to, że nie sposób było się tam nudzić.

Scena główna

Wydaje się, że najważniejszym miejscem jest główna scena, czyli Main. Ten okazał się dosyć małą salą gimnastyczną. Widząc go po raz pierwszy zastanawiałem się jak oni chcą zorganizować tam cosplay? Przecież na nim zawsze są tłumy. Później wyszło na jaw, że martwiłem się na wyrost.

Jednakowoż cosplay nie jest jedyną odbywającą się tam atrakcją. Wcześniej zaplanowano pokazy łucznictwa japońskiego Kyudo oraz walk na miecze Kendo. Szczerze mówiąc, to było to średnio widowiskowe, ale prowadzący starali się oddać ducha tych sportów, więc łucznictwo było bardzo spokojne i wyciszające a walki głośne i energiczne.

Chwilę później można było posłuchać historii Jujitsu i oglądnąć jego demonstrację. niestety trochę wprowadzili konwentowiczów w błąd nazywając to warsztatami. Warsztaty są wtedy, gdy można samemu spróbować własnych sił w danej aktywności, a tutaj tak nie było. Co najwyżej można było podejść i się zapytać o coś.

Czy cosplay to wciąż gwóźdź programu?

Nie wiem czemu, ale zawsze cosplay traktuje jako najważniejszą część konwentu, wokół której kręci się cała reszta. Nawet jeśli na niego nie chodzę lub robię to rzadko. Jako że ostatnio na cosplayu bardzo mi się podobała, i wróciły wspomnienia z moich pierwszych konwentów, to i tym razem planowałem pójść.

Cosplay zaplanowano na godzinę 20 i miał trwać 3 godziny, czyli dosyć długo. Nie chcąc marnować czasu, udałem się tam jakieś 15 min przed rozpoczęciem…. i od razu zrezygnowałem. Zazwyczaj już na godzinę przed pokazem tworzy się kolejka, więc byłem na nią przygotowany, ale wąski korytarz przed Mainem potęgował wrażenie tłumu i zwyczajnie odpuściłem. Jak się okazuje, niepotrzebnie.

Przede wszystkim dla tych, którzy nie chcieli lub nie mogli się tam udać, przygotowano transmisje na facebooku. Trochę przerywał i był średniej jakości, ale był i można było co nieco zobaczyć. I widząc to podczas nudnego panelu, stwierdziłem, że jednak się tam przejdę. I co się okazuje? Szokłem! Da się czym oddychać, sala nie jest wypełniona po brzegi i można znaleźć wygodne miejsce w miarę blisko sceny.

Nie zostałem do końca, ale z tego co widziałem, wszystko było zorganizowane jak trzeba a samych cosplayerów było naprawdę sporo! W takim warunkach oglądanie to sama przyjemność. Chociaż jak dla mnie prowadzący był nieco mniej charyzmatyczny niż na duet na Japaniconie.

Belgijka w klimatach Halloween

Warto wspomnieć o oddolnej inicjatywie, jaką była belgijka przed szkołą. Dla tych, co nie znają, jest to towarzyski taniec w parach z wymianą partnerów. Bardzo wciąga. Na tyle, że jak jest okazja, to nie przepuszczę jej zatańczenia. Szkoda, że zabrakło wsparcia organizatorów, bo po frekwencji widać było zapotrzebowanie na taką integrację. Muzyka była puszczona z telefonu i pomimo ustawienia na maksymalną głośność i tak była ledwo słyszalna. Ale to nie był problem! Bo pomimo tego, uczestnicy, w tym ja, bawili się świetnie. Następnym razem proszę o oficjalne wydarzenie z przyzwoitym udźwiękowieniem i nagraniem całości 😉

Zdaje się, że nie wspomniałem jeszcze o klimacie Halloween. A ten był świetnie oddany. Nie zabrakło podwieszanych nietoperzy, pajęczyn czy paneli o potworach. Po korytarzach przechadzały się dobre duszki, które dbały o porządek i dobrą zabawę u konwentowiczów, a nawet rozdawały cukierki. W szczególności pozdrawiam tego, który nigdy nie przepuścił okazji do free huga a przed belgijką zrobił twistera ze mną.

Po całym dniu spędzonym pośród licznych uczestników wartałoby się umyć. Niestety, inżynierowie odpowiedzialni za tę szkoła uznali, chyba że skoro uczą się tu tylko małe dzieci, to nie należy im się odrobina prywatności. Prysznice zepchnięto bowiem do otchłani piwnicy pod salami gimnastycznymi. Brak w nich przesłonek co biorąc pod uwagę ich koedukacyjność jest niepokojące. Na szczęście organizatorzy powiesili prowizoryczne zasłony z worków na śmieci, więc chociaż tyle dobrego. No i była ciepła woda. Niekoniecznie traktuje to jako minus, bo orgowie pracują z tym, co mają, a tutaj niewiele dało się zrobić.

Zresztą szkoła miała też słabo opisane toalety, których co prawda nie brakowało, ale czasem ciężko było je znaleźć. Tak samo, jak kontaktów. Chyba że były w Chill Roomie, ale tam już nie zawędrowałem 😉


TL;DR

Animecon Halloween 2018 uważam za naprawdę dobrze zorganizowany i udany konwent. Nie zabrakło na nim atrakcji, uczestników i klimatu grozy. Ja osobiście bawiłem się świetnie. Były pewne minusy, ale nie były dokuczliwe.

Plusy:

  • duża szkoła
  • dobra lokalizacja, w  pobliżu był sklep Społem oraz sporo miejsc do parkowania
  • dużo miejsc do spania
  • klimat Halloween
  • dobre duszki dbające o konwentowiczów
  • dużo artystów
  • około 200h atrakcji, w tym wiele w konwencji
  • dobrze zorganizowana planszówka, konsolówka i inne podobne sale
  • dobra frekwencja i dużo cosplayerów
  • Cosplay
  • belgijka (nawet jeśli dźwięk był słaby)

Minusy:

  • brak informatora
  • brak stoisk z mangami
  • przesunięcie atrakcji Towarzystwa Polsko-Japońskiego i niepoinformowanie o tym
  • poniekąd prysznice
  • słaby dostęp do kontaktów

To już jest koniec

To jest powrót do konwentowania, na jaki czekałem. O ile na Japaniconie najlepszy był Cosplay i konsolówka, tak tutaj super była cała reszta. Nie raz o tym wspominałem, ale najbardziej zależy mi na ludziach, których tutaj nie zabrakło. Animecon dodaje więc do mojego kalendarza konwentów na które warto jechać.

Zabrakło mi jednak pewnej rzeczy, która niegdyś była niemal na każdym konwencie. A mianowicie dyskoteki! Wixxy! Baletów… jak zwał tak zwał. Z niecierpliwością czekam, aż ten punkt programu powróci 🙂

Do następnego!

Psst…. na stronie wydarzenia na fb możecie znaleźć galerie różnych fotografów z konwentów. Ja niestety nie mam sprzętu, ale i tak postaram się zrobić więcej zdjęć następnym razem.

Spodobał się Tobie wpis? Podaj go dalej: